Masz wrażenie, że utknęłaś w pracy, która już Cię nie rozwija?
W tym odcinku Marta Paplaczyk pokazuje, jak bezpiecznie przejść z etatu do własnego, życiocentrycznego biznesu. Dowiesz się, jak stworzyć plan wyjścia, żeby przejście „na swoje” było możliwie jak najbezpieczniejsze.
To odcinek dla kobiet, które marzą o większej wolności, pracy zdalnej lub freelansie, także dla mam wracających po urlopie macierzyńskim, ale boją się radykalnych zmian w swoim życiu – rezygnacji z etatu i nagłe otwarcie swojego biznesu.
Tu znajdziesz ten odcinek
Dodatkowe materiały do tego odcinka bezpłatnie pobierzesz tutaj
Zobacz odcinek
Pytania do odcinka
Jeśli wolisz czytać
Poczucie utknięcia na etacie często nie wynika z dramatycznych problemów w pracy, ale z braku perspektyw. Praca jest „okej”, pensja wystarcza, ale nie ma realnych szans na rozwój, większą autonomię ani zmianę jakości życia. Wizja kolejnych lat wyglądających dokładnie tak samo bywa paraliżująca i to ona najczęściej uruchamia myślenie o zmianie.
Prawdziwe poczucie bezpieczeństwa zawodowego nie bierze się z umowy o pracę, tylko z umiejętności zarabiania pieniędzy niezależnie od jednego pracodawcy. Świadomość, że potrafisz pozyskiwać klientów na swoje kompetencje, daje większą stabilność niż pojedyncze źródło dochodu. Etat nie zawsze jest bezpieczniejszy niż własna działalność — największym ryzykiem jest całkowite uzależnienie się od jednej decyzji, na którą nie masz wpływu.
Historia przejścia z etatu na własną działalność może wyglądać bardzo różnie. Autorka opisuje scenariusz, w którym zrezygnowała z pracy w Londynie i od razu założyła firmę w Polsce, mając oszczędności, brak zobowiązań i dużą elastyczność życiową. To jednak wariant rzadki i niedostępny dla wielu kobiet. Dlatego kluczowe jest pokazanie, że nie trzeba rzucać wszystkiego z dnia na dzień, żeby budować życiocentryczny biznes.
Najczęstszą strategią „przetrwania” na nielubianym etacie jest odkładanie decyzji o zmianie — często do momentu ciąży lub macierzyństwa, które daje formalne zabezpieczenie. Taka decyzja nie rozwiązuje jednak problemu, tylko go odsuwa w czasie. Praca, która nie dawała satysfakcji wcześniej, rzadko magicznie zaczyna ją dawać po powrocie z przerwy.
Jeśli macierzyństwo nie jest czynnikiem decydującym, zazwyczaj pojawiają się dwie realne opcje: zmiana etatu albo założenie własnej działalności. Nowa praca może przynieść chwilowe odświeżenie, ale nadal oznacza zależność od cudzych decyzji, projektów i klientów. Szukanie nowego etatu bywa równie czasochłonne i obciążające jak zdobywanie pierwszych klientów we własnym biznesie.
Własna działalność jest opcją dla osób, które czują, że mają więcej do zaoferowania niż obecne stanowisko pozwala wykorzystać. Daje większą wolność decyzyjną, ale tylko wtedy, gdy jest dobrze zaprojektowana i dopasowana do życia. Nie jest ani gwarancją stresu, ani automatycznym sukcesem — wszystko zależy od sposobu przejścia.
Najrozsądniejszym rozwiązaniem dla wielu osób jest stopniowa tranzycja. Pierwszym krokiem jest analiza własnych kompetencji i doświadczeń oraz sprawdzenie, czy można je zamienić w konkretne usługi dla określonej grupy klientów. Chodzi nie o wymyślanie się od nowa, ale o uporządkowanie tego, co już potrafisz.
Kolejnym etapem jest zdobycie pierwszych klientów jeszcze wtedy, gdy jesteś na etacie. To pozwala zweryfikować pomysł na biznes, sprawdzić, czy praca z klientami faktycznie Ci odpowiada i czy na rynku istnieje realne zapotrzebowanie. Ten etap często oznacza pracę wieczorami lub w weekendy, ale znacząco obniża ryzyko i buduje pewność siebie.
Dla części osób taki model — etat plus własni klienci — okazuje się wystarczający na dłużej. Inne stopniowo zmniejszają wymiar etatu, odzyskując czas na rozwój biznesu. Jeszcze inne decydują się na odejście z pracy dopiero wtedy, gdy mają określoną liczbę klientów lub zgromadzoną poduszkę finansową.
Kluczowe jest świadome zaplanowanie momentu odejścia. Określenie konkretów — liczby klientów, poziomu przychodów lub wysokości oszczędności — daje jasny cel i zmniejsza chaos decyzyjny. Brak planu i trwanie w zawieszeniu jest bardziej obciążające niż powolne, ale konsekwentne działanie.
Sprzedaż i budowanie biznesu nie muszą zaczynać się od rewolucji. Czasem wystarczy jeden klient, żeby pojawiło się poczucie sprawczości i wiara, że to, co robisz, może stać się realnym źródłem dochodu. Własny biznes można budować na własnych warunkach, w tempie dopasowanym do życia, bez presji i bez rzucania się na głęboką wodę.
TL;DR (ang. too long; didn’t read)
Przejście z etatu na freelancing to jedna z najczęściej rozważanych dróg zawodowych przez kobiety, które czują, że utknęły w pracy bez perspektyw rozwoju. Etat przestaje dawać satysfakcję, ale jednocześnie zapewnia poczucie stabilności, które trudno porzucić bez planu. Dlatego kluczowe nie jest samo odejście z pracy, ale sposób, w jaki budujesz przejście na własną działalność.
Największym błędem jest myślenie, że freelancing wymaga natychmiastowego rzucenia etatu. W rzeczywistości najbezpieczniejszym rozwiązaniem jest stopniowa tranzycja. Pierwszym krokiem powinna być analiza kompetencji – sprawdzenie, jakie umiejętności możesz zamienić w usługi dla konkretnych klientów. Wiele kobiet posiada szerokie doświadczenie zawodowe, które można spakować w ofertę freelancera lub soloprzedsiębiorczyni.
Kolejnym etapem jest pozyskanie pierwszych klientów jeszcze wtedy, gdy pracujesz na etacie. Taki model pozwala zweryfikować pomysł na biznes bez presji finansowej. Nawet jeden klient daje ogromny wzrost pewności siebie i pokazuje, że Twoje umiejętności mają realną wartość rynkową. To również moment, w którym uczysz się sprzedaży, rozmów z klientami i zarządzania swoją ofertą.
Poduszka bezpieczeństwa finansowego to jeden z filarów spokojnego przejścia z etatu na freelancing. Nie chodzi o idealną kwotę, ale o poczucie, że masz czas na rozwój biznesu bez noża na gardle. Dla części osób alternatywą jest stopniowe zmniejszanie etatu – przejście na ¾, ½ lub ¼ etatu i równoległe rozwijanie własnej działalności.
Freelancing nie oznacza braku bezpieczeństwa – często jest wręcz odwrotnie. Największym ryzykiem jest uzależnienie się od jednego źródła dochodu, na które nie masz wpływu. Własny biznes, dobrze ułożony, daje większą elastyczność, kontrolę i możliwość budowania stabilnych przychodów na własnych zasadach.
Życiocentryczny biznes nie polega na pracy non stop ani na romantyzowaniu przedsiębiorczości. Polega na świadomym zaplanowaniu przejścia: określeniu, ile potrzebujesz klientów lub dochodu, żeby zrezygnować z etatu, oraz na stopniowym budowaniu kompetencji i pewności siebie. Nie musisz rzucać się na głęboką wodę – wystarczy, że zaczniesz od jednego klienta i jasno zaplanujesz kolejne kroki.


