W tym odcinku zabieram Cię za kulisy mojego życiocentrycznego biznesu – takiego, który pracuje trzy dni w tygodniu, a dalej świetnie zarabia. Opowiadam, co robię absolutnie sama, czego nie oddam nikomu (zwłaszcza sprzedaży), co outsourcuję, żeby pracować mniej, i jakie automatyzacje ratują mi czas i głowę.
Usłyszysz też historię o mojej pracy w nowojorskiej agencji na 5th Avenue i o tym, jak zmieniłam definicję sukcesu z „musisz rosnąć i zatrudniać”, na „możesz prowadzić mały, zwinny biznes, który finansuje dobre życie, a nie je pożera”.
Jeśli jesteś freelancerką albo solo przedsiębiorczynią i chcesz pracować mądrzej, a nie więcej – ten odcinek będzie dla Ciebie ogromną ulgą.
Tu znajdziesz ten odcinek
Dodatkowe materiały do tego odcinka bezpłatnie pobierzesz tutaj
Zobacz odcinek
Pytania do odcinka
Jeśli wolisz czytać
Wiele narracji biznesowych przez lata budowało bardzo wąską definicję sukcesu. Sukces miał oznaczać wzrost, skalowanie, zatrudnianie ludzi, rozbudowę struktur i coraz większą organizację. W tej opowieści jednoosobowa firma była etapem przejściowym, czymś, z czego „trzeba wyrosnąć”. Bycie Zosią Samosią często przedstawiano jako barierę, blokadę rozwoju albo dowód braku ambicji.
Dla wielu kobiet prowadzących własne firmy to podejście rodziło poczucie presji i wewnętrznego konfliktu. Z jednej strony chęć zarabiania dobrze i rozwijania się zawodowo, z drugiej — brak potrzeby budowania dużego zespołu, zarządzania ludźmi, oddawania kontroli i życia w ciągłym trybie operacyjnym. Ten rozdźwięk bardzo często prowadził do myślenia, że „coś ze mną jest nie tak”.
Przełomowym momentem jest zdefiniowanie sukcesu na własnych zasadach. Życiocentryczny biznes zakłada, że firma ma finansować dobre życie, a nie je pożerać. Sukces nie musi oznaczać rozpoznawalnego nazwiska na elewacji biurowca ani kilkudziesięcioosobowego zespołu. Może oznaczać wysokie, stabilne dochody, czas, energię i przestrzeń na życie poza pracą.
W tym modelu skalowanie nie polega na powiększaniu struktury, ale na zwiększaniu przychodów przy zachowaniu niewielkiej skali operacyjnej. Można zarabiać coraz więcej dzięki lepszej organizacji pracy, podnoszeniu kompetencji, mądrze zaprojektowanej ofercie i eliminowaniu zbędnych zadań, zamiast przez zatrudnianie kolejnych osób.
Kluczowe staje się rozróżnienie trzech obszarów: tego, co robisz sama, tego, co outsourcujesz oraz tego, co automatyzujesz.
Pierwszym obszarem, który w tym modelu pozostaje po stronie właścicielki biznesu, jest sprzedaż. W małym, relacyjnym biznesie pierwsze rozmowy z klientem pełnią znacznie więcej funkcji niż tylko domykanie transakcji. To moment wzajemnego sprawdzenia się: wartości, stylu pracy, oczekiwań i granic odpowiedzialności. Sprzedaż nie polega tu na przekonywaniu, tylko na rozmowie i selekcji. Oddanie tego etapu osobie trzeciej oznaczałoby utratę kontroli nad jakością relacji i dopasowaniem współpracy.
Drugim obszarem, który zostaje „u siebie”, jest wymyślanie treści i kierunku komunikacji. Pomysły, narracja, sposób mówienia do odbiorców i klientów są bezpośrednio związane z osobowością i doświadczeniem właścicielki marki. Choć sztuczna inteligencja może być wsparciem, nadmierne poleganie na niej często prowadzi do utraty autentyczności. Treści mogą być poprawne, ale przestają rezonować. Im więcej własnego myślenia, języka i refleksji, tym silniejsze połączenie z odbiorcami, nawet jeśli zasięgi nie zawsze są spektakularne.
Outsourcowanie w życiocentrycznym biznesie nie polega na oddawaniu odpowiedzialności za całość, lecz na delegowaniu wąskich, konkretnych zadań osobom, które są w nich lepsze. Montaż podcastu, grafiki, karuzele, skład newslettera czy reklamy to przykłady obszarów, w których specjalista zrobi coś szybciej, lepiej i bez obciążania Twojej energii decyzyjnej. Kluczowe jest tu podejście: nie zatrudnianie „kogoś od wszystkiego”, ale współpraca z ekspertami od konkretnych wycinków pracy.
Istnieją dwa modele outsourcowania: jeden, w którym jedna osoba obsługuje jednego klienta od A do Z, oraz drugi — oparty na specjalizacjach. W życiocentrycznym biznesie lepiej sprawdza się drugi model. Każda osoba odpowiada za określony typ zadań dla wszystkich klientów, dzięki czemu pracuje w swojej strefie kompetencji, a Ty nie musisz budować rozbudowanej struktury zarządczej.
Trzecim filarem są automatyzacje i narzędzia. Ich rolą nie jest komplikowanie biznesu, ale zdejmowanie z głowy powtarzalnych, mechanicznych obowiązków. Faktury cykliczne, automatyczne płatności, raporty, wysyłka maili, integracje narzędzi, przekazywanie dokumentów do księgowości — to wszystko można ustawić raz i przestać o tym myśleć.
Automatyzacje są szczególnie skuteczne tam, gdzie zadania są powtarzalne i nie wymagają kreatywności. Wysyłanie faktur o określonej dacie, generowanie raportów, przypomnienia, obsługa płatności ratalnych czy porządkowanie dokumentów księgowych to obszary, które nie generują bezpośrednio wartości biznesowej, ale pochłaniają ogromną ilość energii i uwagi.
Zanim jednak zacznie się wdrażać narzędzia, warto najpierw przyjrzeć się swoim procesom. Zobaczyć, co zajmuje najwięcej czasu, co jest odkładane, co frustruje i co dałoby się opisać prostą instrukcją. Dopiero wtedy dobiera się technologię, a nie odwrotnie.
Życiocentryczny biznes nie polega na robieniu wszystkiego samodzielnie ani na budowaniu wielkiej firmy. Polega na świadomych decyzjach: co zostaje w Twojej strefie geniuszu, co oddajesz innym i co przekazujesz systemom. Dzięki temu możliwe jest zarabianie bardzo dobrych pieniędzy przy ograniczonym czasie pracy, bez ciągłego poczucia przeciążenia.
Ten model jest alternatywą dla narracji, która mówi, że rozwój zawsze musi boleć i kosztować życie prywatne. Można rosnąć inaczej — spokojniej, mądrzej i w zgodzie ze sobą.
TL;DR (ang. too long; didn’t read)
W świecie biznesu często słyszymy, że rozwój oznacza skalowanie zespołu, zatrudnianie kolejnych osób i budowanie coraz większych struktur. Dla wielu freelancerek i soloprzedsiębiorczyń ta narracja okazuje się jednak nie tylko nieatrakcyjna, ale wręcz szkodliwa. Życiocentryczny biznes proponuje alternatywę: rozwój poprzez zwiększanie przychodów, a nie rozmiaru firmy.
Bycie „Zosią Samosią” w biznesie nie musi być wadą. To świadomy wybór modelu pracy, w którym właścicielka firmy zachowuje kontrolę nad kluczowymi obszarami: sprzedażą, strategią i komunikacją. Sprzedaż prowadzona osobiście pozwala na budowanie relacyjnych, partnerskich współprac i eliminowanie klientów niedopasowanych już na starcie.
W życiocentrycznym modelu ważne jest jasne rozróżnienie: co robisz sama, co outsourcujesz, a co automatyzujesz. Tworzenie treści, pomysłów i narracji marki zostaje po stronie właścicielki. Outsourcowanie dotyczy wąskich specjalizacji: grafiki, montażu wideo, redakcji newslettera, reklam. Zamiast jednej osoby „od wszystkiego”, lepiej współpracować z ekspertami od konkretnych zadań.
Automatyzacje są trzecim filarem efektywnego solo biznesu. Faktury cykliczne, automatyczne płatności, generowanie raportów, wysyłka maili, integracje narzędzi czy automatyczne przekazywanie dokumentów do księgowości znacząco ograniczają stres i czas pracy. Dzięki nim biznes działa nawet wtedy, gdy Ty nie jesteś online.
Życiocentryczny biznes polega na pracy w swojej strefie geniuszu i eliminowaniu tego, co niepotrzebnie pochłania czas i energię. Możesz rosnąć, zarabiać coraz więcej i jednocześnie pracować mniej — bez zatrudniania dużego zespołu, bez presji skalowania i bez poświęcania życia prywatnego. To nie droga „na skróty”, tylko droga świadoma.


