Przejdź do treści
Strona główna » Podcast » O tym jak pracuję 3 dni w tygodniu

O tym jak pracuję 3 dni w tygodniu

    Masz wrażenie, że Twoja lista zadań tylko rośnie, a Ty ciągle działasz „na wczoraj”? W tym odcinku opowiadam o metodach produktywności, które naprawdę przetestowałam w swoim solo biznesie — od Pomodoro i macierzy Eisenhowera, przez time blocking, task batching i brain dump, aż po zasadę trzech zadań dziennie.

    Mówię szczerze, co działa, co kompletnie nie, i dlaczego żadna metoda nie ogarnie listy, która jest po prostu za duża.

    Dowiesz się też, jak zaczęłam traktować siebie jako najważniejszego klienta — i jak to przełożyło się na większe zarobki przy mniejszej ilości pracy.

    Tu znajdziesz ten odcinek

    Dodatkowe materiały do tego odcinka bezpłatnie pobierzesz tutaj

    Zobacz odcinek

    Pytania do odcinka

    Dlaczego żadna metoda produktywności nie działa, gdy lista zadań jest za długa?

    Bo problemem nie jest brak efektywności, tylko nadmiar pracy. Jeśli masz więcej zadań, niż jest w stanie ogarnąć jedna osoba, żadna technika nie pomoże. Najpierw trzeba ograniczyć zakres obowiązków, liczbę klientów albo sposób pracy, a dopiero potem optymalizować.

    Jak rozpoznać, że lista zadań jest „za duża”?

    Jeśli codziennie przepisujesz te same zadania z dnia na dzień, rzadko coś wykreślasz i masz poczucie, że tylko dopisujesz kolejne punkty – to sygnał, że zakres pracy przekracza Twoje realne możliwości czasowe i energetyczne.

    Czym różni się praca w biznesie od pracy nad biznesem?

    Praca w biznesie to obsługa klientów i bieżąca operacyjka. Praca nad biznesem to działania, które mają przełożyć się na Twoje zarobki w przyszłości: oferta, portfolio, marketing, reklamy, strategia. Bez regularnej pracy nad biznesem łatwo utknąć na jednym poziomie dochodów.

    Dlaczego „ja jestem swoim najważniejszym klientem” zmienia zarobki?

    Bo zaczynasz priorytetyzować zadania, które realnie przynoszą pieniądze. Gdy traktujesz swój biznes jak klienta, blokujesz czas na marketing, sprzedaż i rozwój oferty, zamiast reagować wyłącznie na bieżące potrzeby klientów.

    Ile klientów to realnie „dużo” w życiocentrycznym freelancingu?

    Jeśli obsługujesz klientów od A do Z, pięciu klientów to bardzo dużo. Do tego zawsze trzeba doliczyć „+1”, czyli siebie i swój biznes. Większa liczba klientów jest możliwa dopiero wtedy, gdy część zadań outsourcujesz lub automatyzujesz.

    Jeśli wolisz czytać

    Problem z produktywnością bardzo często nie wynika z braku systemu, tylko z przeciążenia. Gdy lista zadań jest zbyt długa, żadna metoda nie sprawi, że magicznie zacznie się skracać. Wiele osób próbuje rozwiązać ten problem, testując kolejne techniki efektywności, zamiast zadać sobie pytanie, czy zakres pracy w ogóle jest realny do udźwignięcia.

    W pracy usługowej, zwłaszcza w marketingu i social mediach, łatwo wpaść w pułapkę ciągłej operacyjki. Wszystko dla klientów jest pilne, wszystko ma deadline, a zadania dla własnego biznesu spadają na koniec listy. To prowadzi do sytuacji, w której pracujesz coraz więcej, ale zarobki stoją w miejscu.

    Kluczową zmianą jest rozróżnienie pracy w biznesie i pracy nad biznesem. Bez blokowania czasu na działania, które mają przełożyć się na przychody – jak oferta, reklamy, portfolio czy własny content – nie da się przeskoczyć określonego poziomu dochodów. Praca wyłącznie reaktywna zawsze kończy się zmęczeniem i wypaleniem.

    W odcinku pojawia się wiele metod zarządzania zadaniami: Pomodoro, matryca Eisenhowera, time blocking, task batching, brain dump, zasada trzech zadań czy metoda dwóch minut. Każda z nich może działać, ale tylko wtedy, gdy jest dopasowana do realiów Twojego życia i biznesu. Nie istnieje jeden uniwersalny system produktywności.

    Największą zmianą jest przyjęcie zasady: wszystko można, ale nie wszystko naraz. Zamiast planować rozwój biznesu z tygodnia na tydzień, warto myśleć kwartalnie i wybierać jeden strategiczny kierunek na dany okres. To pozwala ograniczyć chaos i skupić się na tym, co faktycznie ma sens.

    Życiocentryczny biznes nie polega na wyciskaniu z siebie coraz więcej. Polega na świadomym priorytetyzowaniu zadań, ograniczaniu liczby klientów do realnego poziomu i traktowaniu siebie jako najważniejszego klienta. Dopiero wtedy produktywność zaczyna wspierać życie, a nie je pożerać.

    TL;DR (ang. too long; didn’t read)

    Jednym z największych problemów freelancerek i soloprzedsiębiorczyń nie jest brak produktywności, ale przeciążenie zadaniami. Lista to-do, która codziennie puchnie, prowadzi do poczucia chaosu, frustracji i pracy w trybie ciągłego gaszenia pożarów. W takiej sytuacji żadna metoda efektywności nie jest w stanie pomóc, ponieważ problemem jest ilość pracy, a nie sposób jej organizacji.

    W biznesach usługowych, szczególnie w marketingu i social mediach, łatwo wpaść w schemat pełnej obsługi klientów od A do Z. Każdy klient generuje dziesiątki małych decyzji, zadań i „wrzutek”, które skutecznie zabierają przestrzeń na rozwój własnego biznesu. Jeśli obsługujesz wszystko samodzielnie, pięciu klientów to już bardzo dużo – a do tego zawsze dochodzi jeszcze Ty i Twoje działania biznesowe.

    Skuteczne zarządzanie zadaniami zaczyna się od priorytetyzacji. Kluczowe jest rozróżnienie zadań pilnych od ważnych oraz tych, które realnie wpływają na przychody. Praca nad ofertą, marketingiem, reklamami czy portfolio powinna mieć wyższy priorytet niż perfekcyjne dopieszczanie operacyjnych detali u klientów.

    Metody takie jak Pomodoro, time blocking, task batching, brain dump czy matryca Eisenhowera mogą wspierać codzienną pracę, ale tylko wtedy, gdy lista zadań jest realistyczna. Brain dump pomaga zrzucić ciężar z głowy i zobaczyć pełny obraz obowiązków. Zasada trzech zadań pozwala skupić się na tym, co naprawdę ma znaczenie danego dnia. Time blocking chroni czas na pracę nad biznesem, a nie tylko w biznesie.

    Jedną z najważniejszych zasad życiocentrycznego podejścia do pracy jest „wszystko można, ale nie wszystko naraz”. Planowanie rozwoju biznesu w blokach kwartalnych, zamiast tygodniowych, pozwala uniknąć chaosu i ciągłego poczucia niedokończenia. Wybór jednego strategicznego kierunku na dany okres daje większe efekty niż równoczesne próby robienia wszystkiego.

    Traktowanie siebie jako najważniejszego klienta zmienia sposób podejmowania decyzji. Gdy priorytetem stają się zadania generujące przychód, a nie wyłącznie obsługa klientów, możliwe jest zwiększanie zarobków bez dokładania godzin pracy. Życiocentryczny biznes to nie więcej produktywności, ale lepsze decyzje o tym, na co naprawdę warto poświęcać swój czas i energię.