Przez lata popełniałam błędy, które kosztowały mnie czas, spokój i pieniądze — robiłam świetny marketing… ale tylko dla klientów. Dziś wiem, że szybciej doszłabym do 10k miesięcznie, gdybym od początku budowała markę osobistą, spakietowała usługi i miała system pozyskiwania klientów. W tym odcinku szczerze opowiadam, czego żałuję w swoim biznesie i co zrobiłabym zupełnie inaczej, gdybym zaczynała dziś.
Tu znajdziesz ten odcinek
Dodatkowe materiały do tego odcinka bezpłatnie pobierzesz tutaj
Zobacz odcinek
Pytania do odcinka
Jeśli wolisz czytać
Biznes może być narzędziem do budowania dobrego życia, a nie projektem, który pochłania całą energię i czas. Dojście do stabilnych przychodów w solo biznesie nie wymaga skalowania ani budowania imperium, ale świadomych decyzji dotyczących tego, jak sprzedajesz, komu i w jaki sposób docierasz do klientów. Doświadczenia sprzed i po pandemii wyraźnie pokazały, które elementy były słabymi punktami i co realnie zmienia sytuację finansową.
Pierwszym dużym błędem było traktowanie własnego marketingu jako sprawy drugorzędnej. Cała energia szła w obsługę klientów, a budowanie własnej widoczności, pozycji rynkowej i marki osobistej było odkładane „na później”. Własny marketing był niespójny, nieregularny i oparty głównie na komunikacie „zajmuję się marketingiem dla gastronomii”. To oznaczało sprzedawanie procesu, a nie konkretnego efektu. Brakowało jasnego pozycjonowania, komunikacji wartości, case studies, opinii i dowodów skuteczności. Portfolio w postaci ściany logotypów nie pomagało potencjalnym klientom zobaczyć, czy dana oferta jest dopasowana do ich sytuacji.
Pandemia obnażyła kruchość takiego modelu. Gdy z dnia na dzień zniknęli klienci, okazało się, że bez świadomie budowanej marki i własnych kanałów dotarcia nie ma realnej kontroli nad pozyskiwaniem nowych zleceń. Dopiero wtedy rozpoczęło się konsekwentne budowanie marki osobistej i eksperckiej w mediach społecznościowych, opartej na jasnym komunikacie: jaki problem rozwiązuję i jaki efekt oferuję klientom.
Drugą kluczową zmianą było podejście do sprzedaży. Przez lata inwestowanie w rozwój kompetencji zawodowych było ważniejsze niż nauka sprzedaży. Z czasem okazało się jednak, że coraz większa wiedza nie przekłada się proporcjonalnie na wyższe zarobki. Sprzedaż usług szytych każdorazowo pod klienta była trudna, czasochłonna i obciążająca psychicznie. Każda oferta była negocjowana, modyfikowana i rozbijana na elementy, co utrudniało pewność siebie i jasne stawianie granic.
Przełomem okazała się produktyzacja oferty. Zamknięcie usług w konkretne, jasno opisane pakiety z określoną ceną, zakresem i efektem sprawiło, że sprzedaż stała się prostsza i bardziej przewidywalna. Produkt sprzedaje się łatwiej niż zestaw elastycznych usług, ponieważ eliminuje negocjacje, wątpliwości i chaos decyzyjny. Daje też klarowność co do tego, czego się podejmujesz, a czego nie, i pozwala odmawiać projektom spoza strefy kompetencji bez poczucia winy.
Trzecim elementem, którego wcześniej brakowało, był system pozyskiwania klientów. Oparcie biznesu wyłącznie na poleceniach okazało się niewystarczające i niestabilne. Polecenia działają dobrze wtedy, gdy klientów jest dużo, ale znikają dokładnie w momentach kryzysowych, gdy są najbardziej potrzebne. Brak powtarzalnego procesu generowania leadów oznaczał ciągłe skoki między nadmiarem pracy a jej brakiem.
Zbudowanie systemu pozyskiwania klientów – nawet bardzo prostego – pozwala odzyskać poczucie kontroli. Regularny napływ zapytań daje komfort wyboru, planowania współpracy z wyprzedzeniem i unikania decyzji podejmowanych pod presją finansową. Nie chodzi o dużą skalę, ale o stabilność i przewidywalność, które są fundamentem życiocentrycznego biznesu.
Wnioski są proste: szybciej do stabilnych przychodów prowadzi świadome budowanie marki osobistej, produktyzacja usług oraz systemowe podejście do sprzedaży i pozyskiwania klientów. To te trzy elementy pozwalają zbudować biznes, który daje nie tylko pieniądze, ale też spokój i realną wolność.
TL;DR (ang. too long; didn’t read)
Stabilny solo biznes, który generuje około 10 000 zł miesięcznie, nie powstaje przypadkiem. Wbrew popularnym narracjom, nie jest efektem cięższej pracy, większej liczby klientów ani ciągłego dokładania kolejnych usług. Kluczowe są trzy strategiczne decyzje: jak się pozycjonujesz, co dokładnie sprzedajesz i w jaki sposób pozyskujesz klientów.
Jednym z największych błędów początkujących freelancerek jest odkładanie własnego marketingu na koniec listy zadań. Obsługa klientów pochłania całą energię, a marka osobista pozostaje niezaopiekowana. Tymczasem to właśnie inwestycja we własną widoczność i pozycję ekspercką ma najwyższy zwrot z inwestycji. Klienci mogą odejść, budżety mogą się zmienić, ale Twoja marka zostaje z Tobą.
Budowanie marki osobistej nie polega na przypadkowym publikowaniu treści ani na mówieniu wyłącznie „czym się zajmuję”. Kluczowe jest określenie, z jakim efektem chcesz być kojarzona. Sprzedawanie procesu – na przykład „prowadzę marketing” – jest znacznie trudniejsze niż komunikowanie rezultatu, jaki klient może dzięki Tobie osiągnąć.
Drugim filarem stabilnych przychodów jest produktyzacja usług. Chaos ofertowy, ciągłe dopasowywanie zakresu i negocjacje pod każdego klienta osobno prowadzą do zmęczenia i niepewności cenowej. Zamknięcie usług w konkretne pakiety z jasno określoną ceną i zakresem sprawia, że sprzedaż staje się prostsza, bardziej przewidywalna i mniej obciążająca emocjonalnie. Produkt sprzedaje się łatwiej niż usługa szyta na miarę za każdym razem od nowa.
Trzecim, często pomijanym elementem jest system pozyskiwania klientów. Poleganie wyłącznie na poleceniach tworzy iluzję bezpieczeństwa, która rozpada się w momentach kryzysowych. Życiocentryczny biznes potrzebuje powtarzalnego procesu generowania leadów: poprzez treści, reklamy, listę mailingową lub inne kanały, które działają regularnie, niezależnie od aktualnego obłożenia pracą.
Stabilne 10 000 zł miesięcznie nie wymaga dziesiątek klientów. W praktyce wystarczy kilka dobrze dobranych współprac przy odpowiednich stawkach. Warunkiem jest jednak to, aby klienci trafiali do Ciebie w sposób ciągły, a nie wyłącznie wtedy, gdy „rzucasz się” na marketing w sytuacji podbramkowej.
Biznes życiocentryczny nie polega na maksymalizacji wzrostu ani na budowaniu imperium. Jego celem jest przewidywalność, spokój i poczucie kontroli. Świadomie budowana marka osobista, sproduktowane usługi i działający system pozyskiwania klientów tworzą fundament, który pozwala przyjemnie zarabiać dobre pieniądze na fajne życie – bez ciągłego gaszenia pożarów.


